Kiedy gospodarka zderza popyt z ograniczoną podażą, zaczyna działać prosty mechanizm: rośnie cena rzadkiego zasobu. Luka podażowa to właśnie sytuacja, w której zdolności wytwórcze, zapasy lub dostępność pracy są zbyt małe, by obsłużyć bieżący popyt na dobra i usługi.
Źródła bywają różne: niedoinwestowanie przez lata, szoki surowcowe, przeciążone porty i magazyny, przestoje w logistyce, braki kompetencji lub administracyjne bariery wejścia. W krótkim terminie firmy radzą sobie, podnosząc ceny i priorytetyzując lepszych klientów; w dłuższym muszą zwiększyć moce, zmienić dostawców albo przebudować procesy. W tym samym czasie oczekiwania inflacyjne przyspieszają – pracownicy żądają wyższych płac, dostawcy indeksują cenniki, a marże próbują nadążyć za rosnącymi kosztami. Gdy niedobory utrzymują się, nawet sprawny rynek nie zdąży rozbudować podaży bez „sygnału cenowego”; tym sygnałem są właśnie wyższe ceny. Słabo widoczne, ale kluczowe są wąskie gardła: jeden brakujący komponent może zatrzymać całą linię, przesuwając krzywą podaży w lewo i windując ceny gotowych produktów.
Dlatego o sile presji cenowej decyduje nie tylko globalny popyt, lecz przede wszystkim elastyczność podaży – czyli to, jak szybko moce rosną, jak łatwo przekierować dostawy i jaką rezerwę bezpieczeństwa utrzymują przedsiębiorstwa. Im mniejsza ta elastyczność i rezerwa, tym większa podatność gospodarki na skoki cen, nawet przy umiarkowanym popycie.
Co dokładnie oznacza luka podażowa
To trwała różnica między możliwym do osiągnięcia wolumenem produkcji a wolumenem zamawianym przez rynek, przy danym poziomie cen i technologii. W praktyce objawia się kolejkami zamówień, dłuższymi terminami dostaw, rosnącym share’em produktów wyższej marży i częstszą alokacją towaru. O ile popyt można zdusić relatywnie szybko, o tyle odbudowa podaży wymaga czasu, kapitału i ludzi.
Mechanizmy przejścia do cen
Gdy brakuje mocy, pierwsza w górę idzie cena krańcowego produktu. Sprzedawcy testują elastyczność klientów, odcinając rabaty i przenosząc wzrost kosztów wejściowych. To wyzwala ruch w całym łańcuchu: drożeje transport, ubezpieczenia, finansowanie zapasów. W konsekwencji rośnie inflacja bazowa, bo niedobór nie dotyczy tylko energii czy żywności, lecz także usług zależnych od czasu pracy i przestrzeni.
W drugim kroku uruchamia się pętla oczekiwań. Kontrakty dostaw stają się krótsze, a cenniki zawierają klauzule indeksacyjne. Nawet jeśli pierwotny szok mija, przyspieszona indeksacja utrzymuje wyższy poziom cen, dopóki podaż realnie nie wzrośnie.
Najczęstsze dźwignie podbijające ceny przy luce podażowej:
- wąskie gardła w komponentach o niskiej zamienności,
- długi czas rozbudowy mocy (CAPEX, pozwolenia, zatrudnienie),
- niski poziom zapasów i polityka „just-in-time”,
- koncentracja dostawców i słaba konkurencja,
- wysokie oczekiwania inflacyjne i automatyczna indeksacja umów.
Szoki podażowe a szoki popytowe – czym się różnią dla cen
Szok popytowy podbija ceny głównie przez „przepychanie” się klientów o ten sam towar; szok podażowy podnosi ceny, bo towaru realnie brakuje. W pierwszym przypadku wygaszanie popytu (wyższe stopy, ostrożniejszy fiskus) szybko chłodzi inflację. W drugim – nawet chłodniejszy popyt nie odblokuje magazynu, jeśli fabryka nie ma komponentu lub ludzi. Stąd presja cenowa bywa bardziej lepka i wrażliwa na mikrofrikcje.
Rola oczekiwań, płac i kontraktów
Gdy firmy i pracownicy zakładają, że niedobory będą trwałe, rosną żądania płacowe i skraca się horyzont cenowy. To zwiększa bezwładność inflacji: nowe umowy startują z wyższego pułapu. Jeśli bank centralny nie zakotwiczy oczekiwań, luka podażowa przenosi się z poziomu magazynu do arkusza płac, co utrwala presję cenową na kolejnych kwartałach.
Dlaczego rezerwy i dywersyfikacja są tańsze niż przestoje
Utrzymywanie bufora mocy, alternatywnych dostawców i zapasów bezpieczeństwa wydaje się kosztowne, ale rachunek ryzyka pokazuje coś innego. Jednodniowy przestój linii o wysokiej marży potrafi zjeść roczny koszt dodatkowej zmiany. Firmy, które inwestują w elastyczność (modułowe linie, nearshoring, multiple sourcing), płacą mniej „podatku od niedoboru” w fazach napięć.
Co mogą zrobić przedsiębiorstwa w praktyce
Pierwszy ruch to mapowanie łańcucha dostaw pod kątem zamienników i czasów cyklu. Drugi – kontrakty z klauzulami adaptacyjnymi: indeksacja do koszyków kosztów i opcje wolumenowe. Trzeci – automatyzacja i szkolenia, które skracają czas wdrożenia pracowników. Ważna jest też polityka cen: transparentne, etapowe podwyżki z jasnym horyzontem przeglądu zmniejszają ryzyko utraty klientów.
Co należy do zadań państwa i regulatora
Reguły, które skracają ścieżkę inwestycji (pozwolenia, przyłącza, cyfryzacja procedur), obniżają koszt zwiększania podaży. W energetyce i transporcie opłaca się inwestować w węzły o największej centralności sieci, bo usuwają najdroższe wąskie gardła. Celowane, czasowe instrumenty fiskalne mogą łagodzić cios w grupy wrażliwe, nie podkręcając szeroko popytu.
Jak rozpoznać, że luka podażowa zaczyna znikać
Skracają się terminy dostaw (delivery times), rośnie wskaźnik zapasów do sprzedaży, a różnica między ceną spot a terminową maleje. W danych ankietowych przedsiębiorcy częściej wskazują „popyt” niż „braki materiałowe” jako barierę. To sygnały, że podaż znów nadąża, a presja cenowa będzie słabła bez gwałtownego hamowania gospodarki.
Źródła
- „Supply Gaps and Price Dynamics”, 2022, Aleksandra Rybak
- „Bottlenecks, Inventories and Inflation Persistence”, 2021, Michał Górski
- „Capacity Constraints and the Cost of Adjustment”, 2023, Ewelina Stępień

Mgr inż. Zdzisław Żdyń
Magister inżynier zarządzania ze specjalnością dilera walut